Po załatwieniu sprawy przyjaciółce, wstąpiłam do cukierni Mały Książę Znacie to uczucie, kiedy załatwiacie coś dla kogoś, biegacie po zimnie, a potem myślicie sobie: "dobra, teraz 15 minut dla mnie"? Tak miałam dziś. Poszłam odebrać pasek dla przyjaciółki. Na zewnątrz - jak wiecie - zimno, wiatr, typowa jesień w Jastrzębiu. Sprawa załatwiona, pasek odebrany, misja zaliczona. I wtedy pomyślałam - nie wracam od razu do domu. Wstąpiłam do cukierni Mały Książę. I to była najlepsza decyzja dziś. W środku ciepło, cicho, pachnie świeżą kawą. Marmurowy stolik, zielone welurowe krzesła, na środku mały, biały wazonik z suszkiem - taki detal, a robi cały klimat. Usiadłam, zamówiłam i na talerzyku wylądował on - kawałek ciasta jagodowego, może sernik na zimno, z białą polewą i płatkami bławatka na wierzchu. Różowy talerzyk, wyglądał jak z Pinteresta. Powiem Wam, że czasem takie zwykłe-niezwykłe chwile są najważniejsze. Bez pośpiechu, bez telefonu co chwilę. Tylko ja, ciasto i ciepłe wn...
wszystko co związane z dziennikarstwem