Różowy październik, który wcale nie był różowy Dziś miał być piękny wieczór. Różowy Październik, kino, moja przyjaciółka, różowe dekoracje, degustacje, pokaz taneczny z nagrodami dla nas - kobiet. Brzmiało jak idealny plan na babski, lekki wieczór. Miało być kobieco, radośnie i wspierająco. A wyszło... zupełnie inaczej. I to dla nas obu. Zaczęło się już w holu kina. Nerwówka. Na ogłoszeniu była podana jedna godzina, ja przekazałam tę informację mojej przyjaciółce, a na miejscu okazało się, że film jest dopiero od 18:00. I stoisz, tłumaczysz się, przepraszasz kogoś, kto przyszedł dla Ciebie. Znasz to okropne uczucie, kiedy chcesz dobrze, a wychodzi niezręcznie? Potem film. Ten, który miał być dla nas. Dla mnie i dla niej - nie był za bardzo. Bez emocji, bez poruszenia, bez tego czegoś, co zostaje po dobrym seansie. Ale najgorsze przyszło po kinie. Mojej przyjaciółce, która przyszła żeby spędzić ze mną czas i mnie uszczęśliwić, wlepili mandat. I wtedy usiadłyśmy i ustaliłyśmy jedno: nie ...
Codzienność z Blaskiem
Blog Izabeli O dziennikarstwie, ludziach i małych radościach, które rozświetlają dzień.