Przejdź do głównej zawartości

Posty

   Rajstopy MiNiMi - czy włoska jakość naprawdę robi różnicę? Mój test Rajstopy MiNiMi - czy włoska jakość naprawdę robi różnicę? Mój test Meta opis SEO: Szukasz idealnych rajstop na jesień? Przetestowałam włoskie rajstopy MiNiMi.  Jesień to dla mnie czas rajstop. Sukienki, spódnice, botki - bez porządnych rajstop ani rusz. Od lat testuję różne marki, od tych za 10 zł z marketu po te bardziej luksusowe. Dziś chcę Wam opowiedzieć o marce, która ostatnio mnie zachwyciła - MiNiMi.  Obecnie mam na sobie rajstopy MiNiMi ... i muszę przyznać, że włoska jakość naprawdę robi różnicę. Już przy pierwszym założeniu czuć, że to nie jest zwykły, szorstki materiał. Są niesamowicie miękkie, przyjemne w dotyku, delikatnie otulają nogę. To taki materiał, który aż chce się dotykać. I co ważne - pięknie prezentują się na nodze, dając efekt gładkiej, eleganckiej nogi bez wrażenia "plastiku". Czy warto dopłacić do włoskich rajstop? Moim zdaniem tak. W przypadku MiNiMi naprawdę czuć różni...
 Malowanie się to nie tylko kwestia techniki, ale przede wszystkim stylu. Pewnego dnia, podczas zajęć w WTZ, zauważyłam, że jedna z uczestniczek maluje się krzywo. Kreska na oku uciekała w bok, a pomadka nie trzymała się konturu. Nie chciałam jej krytykować. Zatrzymałam się przy niej, podałam małe lusterko i pokazałam, jak to zrobić krok po kroku: tu przytrzymaj, tu rozetrzyj, tu delikatniej. Wtedy padło zdanie, które stało się naszym małym mottem: "Malować się to nie sztuka. Sztuką jest, jak się pomalujesz." W makijażu nie chodzi o to, ile wydasz na kosmetyki za 500 zł. Chodzi o uważność. O to, by dostrzec swoją twarz i podkreślić to, co w niej piękne, zamiast zamalować wszystko na jeden sposób. Dlatego dzisiaj chcę Wam pokazać moją codzienną piątkę. Tę, którą trzymam na zdjęciu. Lekką, przystępną cenowo i dostępną dla każdego. Moja codzienna piątka: 1. Baza to pielęgnacja: Tonik i Krem z SPF 50 Zawsze zaczynam od białej butelki z tonikiem. Wiele z nas o nim zapomina, a on p...
2 kosmetyki z drogerii za grosze, które mnie totalnie zaskoczyły  W mojej łazience zawsze panuje mały chaos z kosmetykami. Ostatnio jednak na półce zostały mi tylko dwa, które używam na co dzień. Jeden do twarzy, drugi do włosów. Oba z drogerii, oba kosztujące mniej niż 30 zł, i przyznam, że na początku miałam co do nich pewne wątpliwości. 1. Bielenda Skin Clinic - Serum Kwas Hialuronowy 10 kDa To ten malutki z pipetką, który widzicie na zdjęciu. Kupiłam go, żeby nawilżyć moją suchą i wrażliwą cerę, zwłaszcza po lecie. Jest lekki jak woda, wchłania się błyskawicznie i nie roluje się pod makijażem. Na planie zdjęciowym to dla mnie absolutna podstawa. Zawiera 10kDa kwasu hialuronowego, co oznacza, że wnika głębiej w skórę, a nie tylko leży na jej powierzchni. Do tego dochodzą tripeptyd CU i ceramidy. Używam go rano i wieczorem pod krem. Moja skóra jest napięta, ale w dobrym sensie - nawilżona, a nie ściągnięta. Jeśli masz suchą, odwodnioną cerę, która potrzebuje wsparcia - to będzie...
 Nie, nie zakochałam się w AI przez ChatGPT Myślisz, że moja fascynacja AI zaczęła się teraz? Gdy pojawiły się czaty jak GPT, Meta AI, gdy wszyscy zaczęli pytać "napisz mi post"? Bzdura. Zaczęło się dużo, dużo wcześniej. Gdy byłam dzieckiem. I nawet nie wiedziałam, że to się nazywa AI. Najpierw były bajki o robotach i taniec  ROBODANCE   -  to styl tańca ulicznego i pantomimy, który polega na naśladowaniu sztywnych, mechanicznych ruchów i nagłych zatrzymań sylwetki. Nieco później filmy i książki.    Pamiętam to uczucie. Oglądanie filmów, w których komputer odpowiadał ludzkim głosem. Zabawki, które udawały, że rozumieją. Pierwsze programy, gdzie wpisywałaś komendę i coś się działo. Dla innych to była zabawka. Dla mnie - magia. Nie znałam wtedy słowa "sztuczna inteligencja". Nie wiedziałam, co to algorytm, model językowy, uczenie maszynowe. Wiedziałam jedno: chcę, żeby maszyny rozumiały ludzi. Tak po prostu. Dopiero dużo później, gdy pojawiło się GPT, miałam ...
Jak często zdarza Ci się mieć kilka możliwości i nie wiedzieć, którą wybrać? Każda ma swoje „za” i „przeciw”. Analizujesz. Porównujesz. U mnie dziś stanęły obok siebie dwie pomadki. Zastanawiam się, którą wybrać   Testowałam obie. Czerwona jest piękna, kobieca, sceniczna. Idealna na wieczór, na antenę, kiedy chcę poczuć się pewniej. Ale ta różowa... ta różowa jakoś lepiej do mnie przemawia. Jest w niej spokój. Jest naturalność. Jest takie "ja". Bez udawania, bez mocnego akcentu, po prostu - ja o poranku, z kubkiem herbaty, przed mikrofonem w Nienaganne.pl I tak sobie pomyślałam, że my kobiety po 40-tce mamy już to szczęście, że nie musimy wybierać tego, co modne czy co "wypada". Możemy wybrać to, w czym czujemy się dobrze. Zastanawiam się, którą wybrać następnym razem, kiedy pójdę do drogerii. Chyba jednak znowu sięgnę po ten róż. A Ty? Masz tak czasami, że niby mały wybór - pomadka, sweter, piosenka do audycji - a jednak mówi coś więcej o Tobie? O tym, w jakim jes...
Gdy wojna się zaczynała, mieliśmy otwarte serca i otwarte drzwi. Bez kalkulacji. Chcieliśmy pomóc każdemu, kto uciekał przed piekłem. Przyjmowaliśmy do domów, na dworce, do szkół. A jednak gdzieś z tyłu głowy było też zdziwienie. Pytaliśmy po cichu - dlaczego jest ich aż tylu? Dlaczego akurat tu? I łudziliśmy się, że to tylko na chwilę. Że to się szybko skończy i wszyscy wrócą do siebie. Dziś ta perspektywa wygląda zupełnie inaczej. Dziś, gdy słyszymy wycie syren, nawet tych ćwiczebnych, czujemy strach pod skórą. Zaczynamy zadawać sobie pytanie, którego baliśmy się zadać przez dwa lata: a dokąd my uciekniemy? Co zrobimy, jeśli linia frontu przesunie się i to u nas, w Polsce, zawyją te prawdziwe alarmy? I wtedy, w tym całym popłochu, leżę w ciemności i pytam sama siebie - co w takiej sytuacji mam zrobić ja? Bo dla kogoś w pełni sprawnego ucieczka to scenariusz prosty, przynajmniej w teorii. Plecak ewakuacyjny, dokumenty, woda i wybiegasz z domu. Biegniesz. Szukasz schronu. Tylko że my w...
 Obudziłam się w nocy. Tak po prostu, bez żadnego powodu, koło trzeciej. Było ciemno i cicho. Zasnąć z powrotem wcale nie było łatwo. Ale w końcu mi się udało. I wtedy przeniosłam się do raju . Byłam w szkole. Nie w jakiejś idealnej, bajkowej szkole z filmów, ale w zupełnie zwyczajnej. Czuć było zapach kredy i drewna, gdzieś w tle trzaskały drzwi, a na korytarzu słychać było śmiech. Szłam tym korytarzem, a ludzie patrzyli na mnie. Ale w inny sposób. Nikt nie zatrzymywał wzroku na mnie dłużej niż chwilę. Nikt nie patrzył z litością ani z ciekawością. Nikt nie udawał, że mnie nie widzi. Po prostu - dzień dobry, Iza. Cześć. Idziesz z nami?  Nie dostrzegali mojej niepełnosprawności. Widzieli mnie. I to było tak naturalne, że aż zapomniałam, że kiedykolwiek mogło być inaczej. Lekcje minęły szybko. Wyszłam ze szkoły, myśląc, że zobaczę parking albo trzepak. A tam było morze. Bez końca. Spokojne, w odcieniach szaro-niebieskich. I wydmy. Ciepły, jasny piasek wchodził mi między palce...