Twoja babcia używa tego od 50 lat i ma skórę gładszą niż ty. Brzmi znajomo? Chodzi o ten kultowy, niebieski słoiczek, który od pokoleń mieszka w niemal każdej polskiej łazience. Często machamy na niego ręką, myśląc: „Ech, to tylko ciężki krem dla starszych pań”. Tymczasem prawda jest taka, że przy ekstremalnym przesuszeniu ten tani klasyk potrafi zrobić dla skóry więcej niż nowoczesne, lekkie emulsje z drogerii za stówę. Sekret tkwi w jego prostym, wręcz pancernym składzie. Znajdziesz tu parafinę, wosk mikrokrystaliczny oraz alkohole lanolinowe. To potężne emolienty, które nie certolą się ze skórą – tworzą na niej solidną, tłustą barierę ochronną. Ta niewidzialna tarcza dosłownie blokuje ucieczkę wody z naskórka. Efekt? Szorstka skóra momentalnie staje się miękka, elastyczna i przestaje nieprzyjemnie piec czy ciągnąć. Do tego dochodzi gliceryna, która zasysa wilgoć do wnętrza skóry, oraz łagodzący dłonie i policzki panthenol. Bądźmy szczupli: ten krem od nivea nie wyp...