Jesień zaskoczyła nas nagle, jakby nie pytała o zgodę. Rano powietrze było lodowate i przenikliwe, taki chłód, który wdziera się pod płaszcz i zostaje na dłużej. Czekałam na otwarcie drzwi, przestępując z nogi na nogę, z dłońmi schowanymi głęboko w kieszeniach. Były całkiem przemarznięte, a ja obserwowałam, jak para mojego oddechu znika gdzieś między budynkami. W takie dni wszystko trwa trochę dłużej. Mimo zmęczenia i tej szarości, czuję, że chce się działać. Chce się pomagać. Dziś złapałam się na tym, że biegnę z telefonem, załatwiając drobne, ale ważne sprawy — bo ktoś czeka na ten różowy seans w kinie, bo dla kogoś to będzie jedyna chwila tylko dla siebie w tym tygodniu. I to ma sens. Ta nasza kobieca solidarność, cicha i niewidoczna, utkana z małych przysług i z „jestem, pomogę”. Potem przyszło jedno zdanie. Niesłuszne oskarżenie, ostre słowo rzucone mimochodem. I poczułam, jak robi się jeszcze zimniej, ale już nie na zewnątrz. Taki chłód potrafi zmrozić bardziej niż wiatr — bo dot...
wszystko co związane z dziennikarstwem