Kiedy byłam mała, nie miałam studia. Nie miałam mikrofonu. Nie miałam publiczności. Dezodorant był moim mikrofonem, kiedy chciałam zapowiadać piosenki. Mop był mikrofonem, kiedy chciałam prowadzić wielką audycję i czuć się jak prawdziwa gwiazda. Garnki były bębnami. Kredki były instrumentami. Cały dom był moim radiem. I ja byłam wszystkim naraz. Prezenterką, piosenkarką, orkiestrą i publicznością w jednym. Nikt mi wtedy nie mówił, że się nie nadaję. Nikt mnie nie ignorował. Nikt nie patrzył na mnie jak na intruza. Ja po prostu mówiłam. I to mi wystarczało. Minęły lata. I okazało się, że ta zabawa wcale nie była zabawą. Zostałam prezenterką radiową. Od 12 lat prowadzę audycje i przeprowadzam wywiady na żywo. Piszę artykuły do gazet. Pracuję głosem, słowem, rozmową. Ludzie czasem pytają mnie, skąd ja to mam. Skąd ta swoboda na antenie? Skąd ta pewność, kiedy gość się zacina, kiedy coś pójdzie nie tak? A ja myślę sobie wtedy o tej małej dziewczynce z mopem w ręku. Ona już...
Codzienność z Blaskiem
Blog Izabeli O dziennikarstwie, ludziach i małych radościach, które rozświetlają dzień.