Przejdź do głównej zawartości

Posty

 Kiedy byłam mała, nie miałam studia. Nie miałam mikrofonu. Nie miałam publiczności.  Dezodorant był moim mikrofonem, kiedy chciałam zapowiadać piosenki. Mop był mikrofonem, kiedy chciałam prowadzić wielką audycję i czuć się jak prawdziwa gwiazda. Garnki były bębnami. Kredki były instrumentami.  Cały dom był moim radiem. I ja byłam wszystkim naraz. Prezenterką, piosenkarką, orkiestrą i publicznością w jednym. Nikt mi wtedy nie mówił, że się nie nadaję. Nikt mnie nie ignorował. Nikt nie patrzył na mnie jak na intruza. Ja po prostu mówiłam. I to mi wystarczało. Minęły lata. I okazało się, że ta zabawa wcale nie była zabawą. Zostałam prezenterką radiową. Od 12 lat prowadzę audycje i przeprowadzam wywiady na żywo. Piszę artykuły do gazet. Pracuję głosem, słowem, rozmową. Ludzie czasem pytają mnie, skąd ja to mam. Skąd ta swoboda na antenie? Skąd ta pewność, kiedy gość się zacina, kiedy coś pójdzie nie tak? A ja myślę sobie wtedy o tej małej dziewczynce z mopem w ręku. Ona już...
 Rodzeństwo Titanica. Trzy statki, trzy losy, Jak myślimy o Titanicu, to myślimy o jednym statku. O tym najpiękniejszym, najsłynniejszym, tym, który zatonął. Ale Titanic nie był sam. Miał brata i siostrę. I to jest historia, która mnie poruszyła chyba jeszcze bardziej niż sam film. Bo to było rodzeństwo. Trzy wielkie, piękne statki, zbudowane przez tę samą firmę, White Star Line. Miały być dumne, luksusowe, niezatapialne. Miały pływać przez Atlantyk i wozić ludzi do lepszego życia. A skończyło się tak, że tylko jeden z nich przeżył. Olympic — starszy brat, ten szczęśliwy Olympic wypłynął jako pierwszy, w 1911 roku. I pływał aż 24 lata! Zderzył się z okrętem wojennym i przeżył. W czasie wojny staranował niemiecką łódź podwodną i ją zatopił. Woził żołnierzy, wracał do normalnych rejsów, dopływał zawsze na czas. Ludzie nazywali go „Starym Niezawodnym”. Bo on się nie poddawał. Jak Titanic wysłał SOS, Olympic od razu zawrócił i płynął na pomoc z całych sił. Ale był za daleko — 800 km. N...
 Moje Serce Oceanu. Marzenie, które czekało latami Pamiętam, jak pierwszy raz obejrzałam „Titanica” i zobaczyłam ten medalik. To nie był zwykły naszyjnik. To było wielkie, granatowe serce, które błyszczało na szyi Rose. Serce Oceanu. I w tamtej chwili, jeszcze jako dziewczynka siedząca przed ekranem, poczułam, że ja też zawsze chciałam go mieć. Nie chodziło mi o to, że jest ładny. Chodziło o to, co znaczył. Bo „ Titanic” to dla mnie nigdy nie był tylko film o statku. To była historia o miłości, która nie zna granic. O odwadze, żeby pójść za sercem, nawet kiedy cały świat mówi „nie wolno”. O wspomnieniu, które zostaje z człowiekiem do końca życia, nawet kiedy wszystko inne już przeminęło. I ten medalik był tego symbolem. Tego, że prawdziwe uczucia nie toną. Że zostają. Przez lata wracałam do tego filmu. Za każdym razem płakałam w tych samych momentach i za każdym razem myślałam to samo: „Kiedyś będę miała takie serce”. Kiedy założyłam go pierwszy raz, poczułam się jakoś inaczej. Tak...
 Sztuczna inteligencja coraz częściej pojawia się w świecie literatury, ale rzadko samodzielnie pisze „za” uznanych autorów. Zjawisko ma dwa oblicza: AI jest wykorzystywana jako narzędzie, a jednocześnie narasta panika moralna i przesadne doszukiwanie się śladów ChatGPT w każdym tekście. Czy AI pisze za uznanych autorów? Narzędzie, nie autor: Większość pisarzy i tłumaczy — jak pokazują badania brytyjskie i polskie — korzysta z AI przy zadaniach nietwórczych: burzy mózgów, researchu, streszczaniu tekstów, sprawdzaniu struktury czy przełamywaniu blokady twórczej. Wsparcie warsztatowe: Zdarzają się nagradzane utwory, przy których powstaniu ChatGPT pomógł, na przykład przy części tekstu lub koncepcji. Autorzy otwarcie mówią o takim wsparciu, ale to ich pomysł i styl nadają dziełu wartość.   Kwestie prawne: Zgodnie z prawem w Polsce, UE i USA sztuczna inteligencja nie może być uznana za autora. Aby książka mogła być objęta ochroną praw autorskich, człowiek musi wnieść istotny, i...
 Jesień pachnie nie tylko deszczem. Czym pachnie moja jesień w Jastrzębiu? Wszyscy mówią, że jesień pachnie deszczem i mokrymi liśćmi. I pachnie, nie powiem. Ale moja jesień w tym roku pachnie zupełnie inaczej. Kupiłam świeczkę zapachową.. Stałam  w sklepie i wąchałam: wanilia? cynamon? jabłko z cynamonem? Wybrałam wanilię. Bo wanilia to zapach bezpieczeństwa. Wracasz ze sklepu, jest ciemno , a ty  wystraszyłaś się własnego cienia - jak ja wczoraj - a w domu zapalasz świeczkę i od razu jest cieplej. I już nie jest strasznie.  A czym pachnie Wasza jesień? Dajcie znać w komentarzach! Czy to cynamon? Pieczone jabłka? A może zapach nowej książki? Jestem ciekawa, czym pachnie Wasza jesień w tym roku. Bo jesień wcale nie musi być nudna. Wystarczy zapalić jedną świeczkę.  GRAFIKA AI
 Mikołajki mają sens, gdy możesz być czyimś Mikołajem Zbliżają się Mikołajki. W sklepach już choinki, lampki, a ja jak co roku robię jedną, najważniejszą paczkę. Nie dla rodziny, nie dla siebie. Dla jednego dziecka z domu dziecka. Robię to co roku. I co roku mam ten sam ścisk w gardle, gdy pakuję. To takie proste. Kiedyś ktoś mnie zapytał, po co? Przecież jedno dziecko, jedna paczka nic nie zmieni. A ja myślę, że zmieni. Dla tego jednego dziecka zmieni wszystko. Bo ktoś o nim pomyślał. Ktoś specjalnie dla niego wybrał prezent. Nie z wielkiego magazynu, nie "co zostało", tylko konkretnie dla niego. Ważne jest to uczucie, gdy stoisz w sklepie i zastanawiasz się, czy ten kolor mu się spodoba. Wiem, że niektórzy powiedzą "po co o tym pisać". Ja piszę o tym, bo może ktoś z Was też zechce zrobić taką paczkę. W każdym mieście są takie akcje - w Jastrzębiu, w Rybniku, w całym Śląsku. Listy od dzieci czekają w MOPS-ach, w fundacjach, na choinkach marzeń. Czasem wystarczy jed...
 Dziś miałam okazję obejrzeć z uczestnikami film "Titanic".  To dla mnie historia, którą znam niemal na pamięć, ale dzisiaj zauważyłam, że dla niektórych z nich to była zupełnie nowa opowieść. Nie mieli pojęcia o losach tego statku, ani o tym, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. To zmieniło całkowicie ich perspektywę. Film trwa 3 godziny, więc wiedziałam, że nikt z nich  nie wytrzyma tak długo w jednym podejściu. Uwaga by się rozmyła, a zmęczenie wygrałoby z emocjami. Dlatego podzieliliśmy go na dwa dni – to była świetna decyzja. Pierwszy dzień to czas na poznanie Jacka i Rose, ich miłości od pierwszego wejrzenia, tańców na pokładzie i eleganckich sukni. Uczestnicy byli zafascynowani. Pojawiały się pytania: "Czy on naprawdę tonął? Czy oni naprawdę się kochali? Czy ten statek był naprawdę taki ogromny?" Były chwile wzruszenia, takie ciche, kiedy ktoś dyskretnie ocierał łzy rękawem. Były też prawdziwe, duże łzy, które nie dały się powstrzymać. Pojawiały się pytania...