poniedziałek, kwietnia 20, 2026

 Skóra po 40-tce: czas na konkretny „boost”

Po czterdziestce cera przestaje nam wybaczać zarwane noce czy zapominanie o demakijażu. Produkcja kolagenu zwalnia, a rano w lustrze częściej widzimy „zmęczenie”, nawet jeśli się wyspałyśmy. Bielenda w swoich liniach 40+ (jak np. Złote Ceramidy czy Bakuchiol) stawia na:

Odbudowę barier: Skóra staje się cieńsza, więc potrzebuje „płaszcza” ochronnego.
Głębokie nawilżenie: To ono sprawia, że drobne zmarszczki stają się mniej widoczne.
Składniki aktywne: Retinol, peptydy czy witamina C to teraz Twoi najlepsi przyjaciele.

                                      najbardziej polecam

Dlaczego Bielenda to dobry wybór „po ludzku”?

Nie musisz wydawać połowy pensji na krem z liofilizowanym pyłem z księżyca. Polska marka ma to do siebie, że: Składy są nowoczesne: Używają składników, które naprawdę działają (ceramidy, fitokolagen). Konsystencja cieszy: Kremy dobrze się wchłaniają i nie „rolują” pod makijażem.

 Kupisz go w każdym Rossmannie czy Hebe podczas codziennych zakupów.



 Banany w cieście francuskim z czekoladą

Ten prosty deser to idealne połączenie chrupiącego ciasta, ciepłych owoców i płynnej czekolady. Robiłam go na warsztacie pierwszy raz i był naprawdę pyszny. Nawet jeszcze trochę zostało.

Składniki

Banany (dojrzałe, ale jędrne)
Arkusz ciasta francuskiego
Ulubiona czekolada (mleczna lub gorzka)
Sok z cytryny (zapobiega czernieniu owoców)
Jajko lub mleko (do posmarowania góry)
Opcjonalnie: cukier puder lub roztopiona czekolada do dekoracji

 Przygotowanie krok po kroku

Przygotuj owoce: Banany obierz i odetnij końcówki. Skrop je sokiem z cytryny, aby zachowały jasny kolor i zyskały nutkę kwasowości. Nadziej czekoladą: W każdym bananie wydrąż małe wgłębienie (otworki) i wciśnij w nie kawałki czekolady. Zawiń w ciasto: Banany ułóż na paskach ciasta francuskiego i zwiń w rulony. Pamiętaj, aby łączenie ciasta znalazło się na dole. Wykończenie: Wierzch ciasta posmaruj roztrzepanym jajkiem lub mlekiem, aby ładnie się zrumieniło. Pieczenie: Wstaw do piekarnika nagrzanego do 200°C i piecz przez około 15 minut na złoty kolor.

 Podanie

Serwuj na ciepło (z płynną czekoladą w środku) lub na zimno.
Przed podaniem posyp cukrem pudrem lub polej dodatkową porcją czekolady.

 Cytryna nie tylko chroni kolor banana, ale też świetnie przełamuje słodycz deseru!

 Banany w cieście francuskim to połączenie słodkości, chrupkości i kremowej czekolady, które z pewnością zaspokoi Twoje podniebienie! Jeśli szukasz pomysłu na szybki deser - banany w cieście francuskim sprawdzą się tutaj idealnie!

Robiłam to z lodami
Jeśli szukacie innych przepisów na dania z bananami - znajdziecie je w serwisie Doradca Smaku 



niedziela, kwietnia 19, 2026

 Czasem życie funduje nam scenariusz, którego nie powstydziłby się marny paradokument. Znasz to? Ktoś rzuca w Twoją stronę ciężkie oskarżenie. Ty wiesz, że to nieprawda, ale druga strona idzie w zaparcie. Zaczynają się wielkie emocje: krzyk, pretensje, a nawet łzy. Atmosfera gęstnieje tak, że można ją kroić nożem.

A potem nadchodzi następny dzień. Emocje opadają, fakty wychodzą na jaw i nagle okazuje się, że... to Ty miałaś rację. Cała ta drama była niepotrzebna.

Oto jak przetrwać taki emocjonalny rollercoaster i nie zwariować.

1 Kiedy oskarżenie uderza jak grom

Gdy ktoś zarzuca Ci coś, czego nie zrobiłaś, pierwszą reakcją jest szok i chęć natychmiastowej obrony.
Poczucie niesprawiedliwości pali najbardziej. Trudno zachować spokój, gdy ktoś płacze z Twojego powodu – mimo że to on błądzi. Często wchodzisz w rolę „winnej”, próbując uspokoić tę osobę, choć to Ty jesteś ofiarą sytuacji.

 2 Emocjonalne tsunami

Oskarżyciel często sam nakręca spiralę emocji. Płacz i zdenerwowanie tej osoby sprawiają, że czujesz się osaczona. To mechanizm obronny: „skoro tak bardzo przeżywam, to muszę mieć rację”. W takiej chwili merytoryczne argumenty rzadko trafiają do celu. Najlepsze, co możesz zrobić, to dać tej osobie czas, by ochłonęła.

 3 Poranek, który zmienia wszystko

Następny dzień często przynosi otrzeźwienie. Dowody się znajdują, pomyłka wychodzi na jaw. I co wtedy? Nagle pojawia się niezręczna cisza lub szybkie „przepraszam”. Czujesz ulgę, ale niesmak po wczorajszej awanturze pozostaje. Warto wtedy porozmawiać o tym, jak pochopne wnioski niszczą zaufanie.

 Pamiętaj: Twoja prawda obroni się sama, nawet jeśli potrzebuje na to jednej nocy. Nie musisz brać odpowiedzialności za cudze, nieuzasadnione nerwy.

A wy? Czy byliście kiedyś niesłusznie oskarżeni - co wtedy zrobiliście?



sobota, kwietnia 18, 2026

 Często pytacie mnie, skąd u mnie ten cały zapał do sztucznej inteligencji. Dlaczego AI nie jest mi obca, a wręcz przeciwnie – czuję się w tym świecie jak ryba w wodzie?

 Wszystko zaczęło się od marzeń

Moja fascynacja nie wzięła się znikąd. To nie jest chwilowa moda na ChatGPT czy generatory obrazów. Zaczęło się od dziecięcej ciekawości. Pamiętam wieczory z nosem w książkach sci-fi. Pamiętam filmy i bajki o robotach, które miały serce i rozum. Wtedy to była magia, dziś to nasza codzienność.

 Ewolucja, nie rewolucja

Wiele osób myśli, że AI spadła nam z nieba w zeszłym roku. Prawda jest inna. Sztuczna inteligencja to dekady pracy, prób i błędów. Ona nie powstała nagle – ona dojrzewała razem z nami, ukryta w algorytmach, nad którymi naukowcy głowili się od lat 50. XX wieku. Obserwowanie tego procesu to jak patrzenie, jak marzenia z dzieciństwa stają się linijkami kodu, a potem realnymi narzędziami, które zmieniają nasz świat.

 Zapraszam Cię w podróż po niezwykłym  świecie. To nie będzie kolejny techniczny poradnik pełen nudnych definicji. To blog inny niż wszystkie 

Wpadnij i zobacz ,Anna Ewa Ziemba

 Dzisiejszy świat pędzi za nowinkami, ale natura w Jastrzębiu-Zdroju trzyma się swoich starych zasad. Mamy kwiecień, a pogoda serwuje nam prawdziwy rollercoaster, który doskonale odzwierciedla tempo współczesnego życia – rano rześkie, niemal zimowe 4°C, a po kilku godzinach przeskakujemy w tryb wiosennego relaksu przy 18°C.


To idealny dzień, by na chwilę odłożyć telefon i dostrzec, że życie to coś więcej niż tylko powiadomienia. Przy wilgotności sięgającej 84% powietrze jest ciężkie, co przypomina nam o naszej fizyczności – czasem warto zwolnić, głęboko odetchnąć i docenić te 14 godzin światła, które dzisiaj ofiarowuje nam słońce.

Dziś świętujemy... wszystko! 

W dzisiejszych czasach uwielbiamy celebrować nawet najmniejsze detale, dlatego warto spojrzeć na kalendarz nietypowych świąt. A co mamy dzisiaj, 18 kwietnia?

- Dzień Pacjenta w Śpiączce – to doskonała okazja, by zastanowić się nad zdrowiem i empatią.
- Światowy Dzień Krótkofalowca – przypomnienie o czasach, gdy przed internetem łączność była prawdziwą magią.
- Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków – idealny moment na spacer po jastrzębskiej architekturze uzdrowiskowej.

A ty zamierzasz wykorzystać te słońce?


piątek, kwietnia 17, 2026

Rubinek – Blask, który zostaje na dłużej. 

Poczuj się naprawdę wyjątkowo dzięki unikalnym detalom, które opowiadają swoją niepowtarzalną historię. W Rubinku z pasją i starannością wybieramy tylko to, co najpiękniejsze, abyś mógł obdarować siebie lub swoich bliskich czymś, co ma prawdziwe znaczenie. Nasze produkty to nie tylko przedmioty – to małe dzieła sztuki, które dodają magii każdemu dniu.

Niezależnie od okazji, nasze produkty sprawią, że poczujesz się naprawdę wyjątkowo. Wybierz styl, który zachwyca od pierwszego wejrzenia – Twój osobisty wyraz elegancji i klasy. Pozwól sobie na odrobinę luksusu i odkryj magię detali, które mówią same za siebie. Z Rubinkiem każdy dzień staje się piękniejszy!

Odwiedź stronę i odkryj swój własny powód, by zabłysnąć .RUBINEK

Moja opinia 

Zakupy w Rubinku to prawdziwa przyjemność! Gdy tylko przekraczam próg tego wyjątkowego miejsca, czuję się jak w raju dla miłośników zakupów. Każdy produkt jest starannie wybrany, co sprawia, że oferta jest nie tylko atrakcyjna, ale także niezwykle różnorodna. Można tu znaleźć naprawdę unikalne przedmioty, które zachwycają na pierwszy rzut oka.
.
Kiedy przeglądam produkty, zauważam, że na żywo wyglądają one jeszcze piękniej niż na zdjęciach. Kolory są intensywniejsze, a detale bardziej wyraziste. To tylko potwierdza, że Rubinek dba o jakość oferowanych produktów i zawsze stawia na pierwszym miejscu zadowolenie swoich klientów.

Co więcej, szybkość wysyłki to kolejny atut, który sprawia, że wracam tu regularnie. Zamówienia są realizowane błyskawicznie, co pozwala mi cieszyć się nowymi zakupami w krótkim czasie. Zakupy w Rubinku to prawdziwa uczta dla zmysłów! 

Jeśli szukasz miejsca, gdzie znajdziesz wyjątkowe produkty w doskonałej atmosferze, koniecznie odwiedź Rubinek! Uwierz mi, nie pożałujesz!

 Wagary i prawo Murphy’ego, czyli świat jest mniejszy, niż myślimy

Cześć wszystkim! Dzisiaj krótka przestroga dla tych, którzy planują czasem małe „wagary” od codziennych obowiązków. Zdarzyło Wam się kiedyś pomyśleć: „A, nikt mnie nie zauważy, urwę się chwilę wcześniej”? No właśnie. Dzisiaj pewna osoba, którą znam, postanowiła wcielić ten plan w życie. Już czuła smak wolności i kawy na mieście, gdy nagle… na samym środku ulicy, dosłownie wyrastając spod ziemi, pojawiła się jej przełożona.

Efekt? Zamiast relaksu – szybki i dość niezręczny powrót do bazy i nadrabianie zaległości.
Morał z tego krótki i niektórym znany: świat jest naprawdę mały, a przełożeni mają niesamowity radar do wykrywania nas w najmniej odpowiednich momentach. Czasem lepiej po prostu dociągnąć dzień do końca, zamiast ryzykować takie „spotkanie trzeciego stopnia”.

Jak przemknąć niezauważonym? (Mały poradnik przetrwania)

Skoro już wiemy, że wpadki się zdarzają, warto wyciągnąć wnioski. Jeśli ktoś naprawdę musi „zniknąć” na chwilę, oto kilka złotych zasad, które pozwalają uniknąć wpadki na mieście:

Zmień trasę (Zasada nr 1): Największy błąd to iść główną drogą, którą Twoi przełożeni wracają do domu lub idą na lunch.

  •  Wybieraj boczne uliczki, skróty i miejsca, gdzie nikt z pracy/zajęć normalnie nie zagląda
  • . Kamuflaż „na cywila”: Jeśli zazwyczaj nosisz charakterystyczną kurtkę lub torbę, na czas wagarów załóż coś innego. Kaptur na głowę, okulary przeciwsłoneczne – to nie tylko styl, to tarcza
  • Radar włączony na 200%: Nie gap się w telefon, idąc ulicą. Musisz widzieć wszystkich przed sobą, zanim oni zobaczą Ciebie. Widzisz kogoś znajomego z daleka? Skręć do sklepu albo zawiąż buta tyłem do nich.
  • Alibi w pogotowiu: Zawsze miej w głowie gotową odpowiedź na pytanie: „A co Ty tu robisz?”. Najlepsze są te najprostsze: „Idę do apteki/paczkomatu” albo „Musiałam pilnie coś załatwić w urzędzie” 
  • Cisza w sieci: To najważniejsze! Żadnych zdjęć z kawy, żadnych relacji na żywo i oznaczania lokalizacji. Twoje social media muszą milczeć, dopóki oficjalnie nie skończysz zajęć.
Pamiętajcie jednak, że najlepszy sposób na brak stresu to... po prostu oficjalne wolne. Ale wiadomo – życie pisze różne scenariusze! ;)

A Wy mieliście kiedyś taką wpadkę, czy zawsze udaje Wam się przemknąć niezauważonym?


czwartek, kwietnia 16, 2026

 W pędzącym świecie, gdzie większość naszego życia toczy się w Internecie, łatwo zapomnieć o tym, co naprawdę przynosi nam spokój i satysfakcję. Na szczęście mamy nasze miejsce, w którym czas płynie inaczej – naszą pracownię. 

Ostatnio mieliśmy przyjemność gościć wyjątkowych odwiedzających. Nasza przestrzeń na chwilę zamieniła się w małe centrum wystawowe, gdzie z dumą zaprezentowaliśmy nasze najnowsze prace. Ale to nie tylko gotowe dzieła były w centrum uwagi – chcieliśmy pokazać coś więcej: cały proces twórczy. W świecie, który wymaga natychmiastowych rezultatów, my stawiamy na cierpliwość

. Przechadzka po naszej pracowni była okazją, by zobaczyć, jak krok po kroku, z pasją i zaangażowaniem, powstają nasze projekty. Goście mieli szansę zajrzeć w ten „twórczy nieład” – przestrzeń, w której błąd jest częścią drogi, a brudne ręce to znak, że tworzymy coś autentycznego

. Dlaczego to robimy? 

Bo wierzymy, że w erze sztucznej inteligencji produkcji, to, co wychodzi spod ludzkich rąk, ma duszę. Dzieląc się naszą pasją z gośćmi, przypominamy sobie, że w każdym z nas drzemie artysta, który potrzebuje tylko chwili wytchnienia, by się ujawnić.

 Dziękujemy naszym gościom za wspólne chwile. To były momenty pełne uważności, których tak bardzo potrzebujemy w dzisiejszym świecie. Cieszyliśmy się, że mogliśmy Was gościć! Do zobaczenia następnym razem!



środa, kwietnia 15, 2026

 Gdy dom staje się polem bitwy: Refleksje po reportażu „Eksmisja Zuzi”

Wczorajszy reportaż Pawła Kaźmierczaka „Eksmisja Zuzi” zostawia widza z ogromnym poczuciem niesprawiedliwości i jednym, dźwięczącym w głowie pytaniem: Jak to możliwe, że najbliższa rodzina potrafi zgotować sobie takie piekło?

O co chodzi w tej sprawie?

To scenariusz, który mógłby spotkać wielu z nas. Rodzice Zuzi, chcąc zapewnić ciężko chorej córce godne warunki i miejsce do codziennej rehabilitacji, zainwestowali wszystko, co mieli. Ponad 130 tysięcy złotych – oszczędności życia i kredyt – wpompowali w remont garażu i piwnicy, które należały do babci dziewczynki. Podstawą była obietnica: „róbcie, połowa domu będzie wasza”.

Zamiast aktu notarialnego było zaufanie. Zamiast wdzięczności i rodzinnego ciepła – przyszło pismo z nakazem eksmisji.

Moim zdaniem: Pułapka „dobrych intencji” Patrząc na tę historię, trudno nie czuć złości. Z jednej strony mamy rodziców, którzy walczyli o zdrowie dziecka, z drugiej – mur przepisów i zmianę zdania właścicielki posesji. To brutalna lekcja dla nas wszystkich:

Prawo nie zna pojęcia „dobra babcia”. Bez wpisu do księgi wieczystej lub aktu notarialnego, każda inwestycja w cudzą nieruchomość to ogromne ryzyko. Choć po ludzku rodzice Zuzi mają rację, prawnie stoją pod ścianą. Konflikt pokoleń niszczy najsłabszych

. Najbardziej przerażające w reportażu Kaźmierczaka jest to, że w centrum wojny o mury i pieniądze jest Zuzia. Dziecko, dla którego ten wyremontowany garaż to nie „lokal”, ale jedyna szansa na sprawność.

Gdzie kończy się rodzina, a zaczyna interes? Ta sprawa pokazuje, jak łatwo obietnice rozmywają się, gdy w grę wchodzą emocje lub namowy osób trzecich. Rodzina walczy teraz o zwrot nakładów i sprawiedliwość. Trudno jednak wycenić poczucie bezpieczeństwa, które zostało im odebrane. 

Ten reportaż to nie tylko smutna historia jednej rodziny, to przestroga: kochajmy się jak bracia, ale rozliczajmy się jak obcy. Bo gdy w grę wchodzi dach nad głową chorego dziecka, margines na błąd i „zaufanie” po prostu nie istnieje.

Miejmy nadzieję, że nagłośnienie sprawy przez Pawła Kaźmierczaka pomoże znaleźć rozwiązanie, które nie wyrzuci Zuzi na bruk.

Co o tym sądzisz?



Sztuka (nie tylko) wysoka, czyli co robić w Jastrzębiu, gdy pada


Dzisiaj w Jastrzębiu typowa „szklana pogoda” – chmury, deszcz i ledwie 9 stopni za oknem. Idealne warunki, żeby zaszyć się w domu z kubkiem kawy. Okazuje się jednak, że ta data nie jest przypadkowa – dziś mamy Światowy Dzień Sztuki!

Zanim pomyślicie o wielkich galeriach i zakurzonych rzeźbach, zatrzymajcie się na chwilę. Ten dzień (wybrany na cześć urodzin Leonarda da Vinci!) ma nam przypominać, że sztuka jest dla każdego. Nawet dla kogoś, kto tak jak ja, siedzi właśnie w dresie i patrzy, jak krople deszczu ścigają się na szybie.

Dlaczego warto o tym pamiętać właśnie dzisiaj?

Sztuka leczy pogodową chandrę. Gdy za oknem jest szaro, potrzebujemy kolorów. Nie musisz od razu malować obrazu – wystarczy ładnie podane śniadanie, nowa lista odtwarzania na Spotify czy chociażby kreatywne podejście do pracy, nad którą właśnie ślęczysz. 

Tworzenie to proces, nie tylko efekt. Mój plan na artykuł, który właśnie powstał w bólach między jednym a drugim łykiem kawy, to też rodzaj sztuki. Twoje notatki w kalendarzu, amatorskie zdjęcia deszczowego Jastrzębia wrzucone na Story – to wszystko jest wyrazem tego, co mamy w głowach.


To idealny dzień na „nicnierobienie” z sensem. Skoro pogoda i tak nie pozwala na spacer po Parku Zdrojowym, może to znak, żeby obejrzeć ten jeden wizualnie piękny film, na który nigdy nie było czasu, albo po prostu poczytać coś, co pobudza wyobraźnię? 

Sztuka to przede wszystkim wolność i sposób na to, żeby ta dzisiejsza „szklana pogoda” przestała być taka dołująca. Bo przecież nawet deszcz ma swój rytm, a chmury nad Jastrzębiem potrafią układać się w niesamowite scenariusze – trzeba tylko chcieć je dostrzec.

A jak tam Wasza kreatywność dzisiaj? Tworzycie coś, czy raczej podziwiacie dzieła innych pod ciepłym kocykiem? 



wtorek, kwietnia 14, 2026

 Ludzie szukają w sztucznej inteligencji czegoś znacznie więcej niż tylko dostępu do informacji

Pragną wsparcia, empatii, a może nawet odrobiny magii w trudnych chwilach. Współczesna AI staje się nowoczesnym odpowiednikiem wróżek, oferując użytkownikom nie tylko analizy, ale także emocjonalne wsparcie w kluczowych momentach ich życia.

Modele sztucznej inteligencji, analizując ogromne zbiory danych, działają jak „Wróżki 2.0” czy wirtualni psychologowie. Użytkownicy zwracają się do nich w poszukiwaniu rad dotyczących miłości, kariery czy relacji międzyludzkich. To zrozumiałe – w erze cyfrowej, kiedy interakcje międzyludzkie często są ograniczone, potrzeba bycia wysłuchanym staje się niezwykle ważna. AI zaspokaja tę potrzebę, dając użytkownikom poczucie, że są rozumiani i że ich emocje mają znaczenie.

Jednak warto pamiętać, że odpowiedzi, które otrzymujemy od AI, bazują na prawdopodobieństwie i analizie danych, a nie na autentycznej intuicji czy osobistym doświadczeniu. Dlatego, choć AI może pełnić rolę doradcy, nie zastąpi prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem.

W końcu, w świecie pełnym wyzwań i niepewności, każdy z nas pragnie znaleźć kogoś lub coś, co pomoże mu odnaleźć drogę. Może to być przyjaciel, rodzina lub właśnie sztuczna inteligencja – nasza nowoczesna wróżka, która stara się zaspokoić nasze potrzeby i rozwiać wątpliwości.

Przetestowałam więc te wróżki ai  - jako testerka i zadałam pytanie o miłość czy pracę, a odpowiedź bota była tak idealnie dopasowana, że przez chwilę poczułam dreszcz. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to ja sama – w swoim pytaniu – podałam mu wszystkie klucze do tej odpowiedzi”.

A ty co o tym sądzisz czy ai może decydować o naszym życiu?



Edukacja włączająca czy oszczędnościowa? Gdzie znikają godziny Twojego dziecka

Mamy w Polsce piękny termin: „edukacja włączająca”. Brzmi nowocześnie, godnie i sprawiedliwie. Ale pod tą lukrowaną fasadą kryje się brutalna rzeczywistość, którą roboczo nazywam edukacją oszczędnościową. Scenariusz wszędzie wygląda tak samo: jest dziecko z orzeczeniem, jest IPET, są jasne wytyczne, ile wsparcia potrzebuje uczeń, żeby w ogóle móc funkcjonować w klasie. I co? I z roku na rok tych godzin ubywa.

Kto zabiera wsparcie?

Zanim pójdziesz z awanturą do nauczyciela wspomagającego albo dyrektora, zatrzymaj się. To nie oni tną etaty. Szkoła tylko zgłasza zapotrzebowanie. Decyzja zapada w zaciszu gabinetów samorządowych. To tam, nad arkuszem w Excelu, urzędnik decyduje, czy Twoje dziecko dostanie 20 godzin wsparcia, czy może... pięć. Bo budżet musi się spiąć. Bo trzeba odnowić rynek, postawić nową fontannę albo zainwestować w promocję regionu, która świetnie wygląda na zdjęciach. A dziecko z SPE? Ono na zdjęciach promocyjnych „słabo się klika”.

Maszyna do szycia i praca ręczna

Zabranie godzin wspomagania dziecku, które ich potrzebuje, to jak zabranie krawcowej maszyny i kazanie jej szyć ręcznie jedwabną suknię w takim samym tempie. Nauczyciel przedmiot wiec zostaje sam z 25-osobową klasą. Ma tam uczniów zdolnych, uczniów z zagranicy, dzieci z problemami wychowawczymi i ucznia, któremu właśnie „zoptymalizowano” wsparcie. Ma indywidualizować pracę, dbać o wyniki z egzaminów i pilnować porządku. To nie jest praca – to partyzantka. Kiedy uczeń bez wsparcia zaczyna się nudzić, bo nie rozumie polecenia, zaczyna przeszkadzać. Kto jest wtedy winny?
Nauczyciel, bo „nie panuje nad klasą”?

Dziecko, bo „jest niegrzeczne”?
Szkoła, bo „źle uczy”?
Nie. Winny jest system, który uznał, że na potrzebach najsłabszych można najłatwiej zaoszczędzić.

Wstyd, Panie i Panowie Samorządowcy

Oszczędzanie na dzieciach podatników to po prostu wstyd. Możemy robić setki szkoleń dla kadry, pokazywać nowoczesne metody pracy i strategie włączające. Tylko po co, skoro nauczyciel ma 5 godzin w tygodniu na ich wdrożenie, a przez pozostałych 15 uczeń jest zostawiony sam sobie?
Przestańmy opowiadać dyrdymały o inkluzji, dopóki priorytetem są bratki na rondzie, a nie rzetelna realizacja orzeczeń.


A Ty? Sprawdzałeś już, ile godzin wsparcia faktycznie dostało Twoje dziecko w tym roku, a ile widnieje w zaleceniach?



Czasem warto po prostu spojrzeć w górę (i mały powrót do domu)

Nie trzeba teleskopu ani specjalistycznej wiedzy, by rozpocząć przygodę z astronomią.


Zdarza Wam się czasem tak po prostu stanąć na środku chodnika i spojrzeć w niebo? Dzisiaj jest ku temu najlepsza okazja, bo w kalendarzu widnieje Dzień Patrzenia w Niebo.  Dla mnie to jedna z tych najpiękniejszych chwil w ciągu dnia (a właściwie i nocy), kiedy można się na moment zatrzymać.

Bardzo lubię to robić – szczególnie nocą, kiedy gapię się w gwiazdy. Jest w tym coś magicznego, co pozwala złapać dystans do wszystkiego, co tu na ziemi wydaje się takie pilne i stresujące. Mam nadzieję, że dzisiaj pogoda dopisze i chmury niczego nam nie zasłonią!

Przy okazji, chciałam Was bardzo przeprosić za moją ostatnią nieobecność. Musiałam na chwilę „zniknąć z radarów”, żeby przewietrzyć głowę, ale mam dla Was świetną wiadomość. „Zguba” oficjalnie wraca do domu! Od 20 kwietnia znów usłyszymy się w radiu.. Bardzo się cieszę na ten powrót i mam nadzieję, że będziecie wtedy ze mną.

A jak jest u Was? Też macie ten moment wytchnienia, kiedy zadzieracie głowę do góry, czy raczej pędzicie przed siebie z wzrokiem wlepionym w chodnik? Dajcie znać w komentarzach, co najbardziej lubicie wypatrywać na niebie!