Wracałam z nad morza i utknęłam na A4. Pod Legnicą palił się tir Wracałam z nad morza. Wiecie jak to jest - autobus pełne piasku, w bagażniku mokre ręczniki, w głowie jeszcze szum fal. 10 godzin jazdy i już liczyłam minuty do domu w Jastrzębiu. Miałam w planie tylko prysznic i spać. A potem A4 pod Legnicą stanęła. Kompletnie. Najpierw myślałam, że to zwykły wypadek. Ruch powoli, potem stop. Zero ruchu. Po 15 minutach ludzie zaczęli wychodzić z aut. Ktoś powiedział, że pali się ciężarówka. I faktycznie, z daleka było widać czarny dym. Potem dopiero przeczytałam, co tam się działo. To był ten pożar na 65 kilometrze, w stronę Zgorzelca. Kierowca próbował ratować swoje rzeczy z kabiny, a policjanci, którzy akurat tamtędy jechali, wyciągnęli go i zaczęli gasić. Skończyły im się gaśnice, więc jeden z nich chwycił za CB radio i zawołał do kierowców w korku: "dawajcie gaśnice". I ludzie dali. 25 gaśnic. Kierowcy po prostu nieśli je z ciężarówek i z aut osobowych. Przez silny wiatr o...
wszystko co związane z dziennikarstwem