Sobota miała być przyjemna. Sprzątanie, moja odnowiona srebrna taca, kawa z Starbucks i Costa na tacy, ciasteczka... A wyszło jak zawsze. Poszłam do sklepu, grzecznie stałam przy ladzie, a pani klientka zaczęła na mnie krzyczeć, jakbym ukradła jej ostatnią bułkę. Stałam tam, patrzyłam i myślałam: serio? Tak teraz wygląda normalna rozmowa? Nie zamierzam pisać, w jakim sklepie to się zdarzyło ani kto to był. To nie jest istotne. Chodzi o to, że coraz częściej widzę, jak ludzie na siebie warczą. W kolejce, w autobusie, w sklepie. Zero "dzień dobry", zero "proszę". Tylko pretensje i krzyki. A ja wracam do domu i myślę - żal mi tych ludzi. Bo jeśli tak traktują obcą osobę przy ladzie, to jak muszą się czuć w środku? Nie dziwi mnie, że młodzież biega z nożami. Mocne słowa, wiem. Ale jak mają się nauczyć szacunku, skoro dorośli dają taki przykład? Jeśli w domu krzyczą, w sklepie krzyczą, w internecie hejtują... to gdzie mają usłyszeć, że można inaczej? Nie usprawiedliwia...
wszystko co związane z dziennikarstwem