Wielkanoc to coś więcej niż mazurek. Czy za pomoc np sąsiadowi wypada brać pieniądze?
Wielkanoc. Dla wielu z nas to zapach tartego chrzanu, biały obrus i rzeżucha na parapecie. Ale gdyby tak na chwilę odstawić na bok te wszystkie przygotowania i mycie okien, co nam zostaje? Dla mnie to przede wszystkim czas zatrzymania. Moment, w którym świat na chwilę zwalnia, a my mamy szansę pomyśleć o tym, co naprawdę ważne. To czas refleksji i – co chyba najpiękniejsze – czas otwierania się na drugiego człowieka.Pomaganie mamy w DNA (a przynajmniej powinniśmy)
W przedświątecznej gorączce łatwo wpaść w tryb „zadania do wykonania”. Zakupy, porządki, gotowanie. Często zapominamy, że obok nas są osoby, dla których te proste czynności to wyzwanie ponad siły. Starsza sąsiadka z trzeciego piętra, która nie ma kogo poprosić o przyniesienie ciężkiej torby z zakupami, czy pan z naprzeciwka, któremu zdrowie nie pozwala już pójść do kościoła z koszyczkiem.
Pomoc czy usługa?
Ostatnio obiło mi się o uszy stwierdzenie, że „czas to pieniądz” i nawet za wyjście ze święconką dla kogoś bliskiego czy zrobienie zakupów sąsiadowi, powinno się brać zapłatę. Cóż mam do tego zupełnie inne podejście. Oczywiście, żyjemy w świecie, gdzie usługi są na porządku dziennym. Ale czy naprawdę musimy brać pieniądze? Moim zdaniem – absolutnie nie.
Dlaczego warto pomagać „za dziękuję”?
Pomaganie bez wystawiania rachunku ma w sobie niezwykłą moc. To ona buduje więzi, których nie kupi się za żadne pieniądze. Kiedy niesiesz komuś koszyczek do poświęcenia, nie oddajesz tylko swojego czasu. Oddajesz kawałek serca, dajesz tej osobie poczucie, że nie jest sama, że jest częścią wspólnoty. Wielkanoc to święto nadziei i nowego życia. Czy może być lepszy sposób na ich celebrowanie niż bezinteresowna życzliwość? Uśmiech starszej osoby, której pomogliśmy, albo to proste, szczere „dziękuję” przy klatce schodowej, smakuje lepiej niż najlepsza babka piaskowa.
W te święta życzę Wam (i sobie), żebyśmy potrafili się zatrzymać. Żebyśmy w tym pędzie znaleźli chwilę na rozmowę, na uważność i na pomoc, która nie oczekuje niczego w zamian. Bo w ostatecznym rozrachunku to nie stan konta, ale to, ile daliśmy z siebie innym, sprawia, że te święta stają się naprawdę wyjątkowe.
A Ty jak uważasz? Czy w dzisiejszych czasach jest jeszcze miejsce na bezinteresowność, czy może faktycznie za każdą pomoc należy się „parę groszy”?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz