Cyfrowy zimny prysznic, czyli co zrozumiałam na ostatnim szkoleniu z cyberprzestępczości
Wyszłam z dzisiejszego, ostatniego już szkolenia z cyberbezpieczeństwa i pierwsze, co zrobiłam? Spojrzałam na swój telefon z lekkim niedowierzaniem. Poczułam się tak, jakbym przez lata zostawiała otwarte na oścież drzwi do domu, naiwnie wierząc, że „przecież nikt tamtędy nie przechodzi”. Kiedy myślimy o hakerach, przed oczami staje nam hollywoodzki obraz: ciemny pokój, zielony kod na monitorze i genialny nastolatek w bluzie z kapturem
Dzisiejszy dzień brutalnie zburzył ten mit. Współczesny haker nie włamuje się do systemu. On włamuje się do... naszej głowy. Genialna pułapka na nasze emocje Największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak bezwzględnie cyberprzestępcy wykorzystują naszą ludzką naturę. Nie potrzebują superkomputerów. Wystarczy im nasz pośpiech, strach albo zwykła, codzienna ciekawość.
Zasada pilności: Ten SMS od kuriera, że „paczka zostanie cofnięta, jeśli nie dopłacisz złotówki”. Kto z nas w biegu nie kliknąłby w taki link?
Strach przed karą: Wiadomości udające policję albo bank, które paraliżują racjonalne myślenie. Chęć pomocy:
Fałszywe zbiórki na chore dzieci, które grają na naszych najczystszych odruchach serca. To było dla mnie najgorsze odkrycie – oni nie atakują sprzętu. Atakują nasze zmęczenie pod koniec ciężkiego dnia pracy. To nie paranoja, to instynkt przetrwania Przyznam Ci się do czegoś. Po pierwszym szkoleniu czułam irytację. Myślałam: „Bez przesady, świat nie jest aż tak zły, zaraz popadnę w paranoję”.
Dziś, po ostatnim panelu, patrzę na to zupełnie inaczej. To nie jest paranoja. To jest zwykła higiena. Tak jak myjemy ręce po powrocie do domu, tak samo musimy zacząć „myć” nasze cyfrowe nawyki .Zrozumiałam, że najpotężniejszą bronią w walce z hakerami nie jest drogi antywirus. Jest nią sekunda pauzy. Moment, w którym bierzesz głęboki oddech, odkładasz palec od ekranu i pytasz samego siebie: „Czy to na pewno prawda?” .Moje małe, wielkie obietnice Zakończyłam to szkolenie z mocnym postanowieniem poprawy. Od dziś wprowadzam w swoim życiu cyfrowe BHP i mam zamiar się go trzymać: Koniec z jednym hasłem do wszystkiego:
Koniec z lenistwem i używaniem imienia psa z dopiskiem „123”. Każde dodatkowe potwierdzenie SMS-em lub aplikacją to mur, którego hakerowi często nie chce się burzyć. Jeśli coś brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe (albo zbyt strasznie), na 99% jest oszustwem. Sieć dała nam niesamowitą wolność, ale rzuciła też cień, w którym czają się ludzie polujący na naszą nieuwagę. Warto o tym pamiętać, zanim klikniemy kolejny „niewinny” link.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz