Dziewczyny, czas na makijaż przed wizytą u lekarza! Moja szybka i świeża rutyna
Cześć dziewczyny! Dzisiaj mam wizytę u lekarza. W takich sytuacjach stawiamy na naturalność i komfort, ale kto powiedział, że nie możemy wyglądać świeżo i promiennie? Choć już jestem gotowa i umalowana, z przyjemnością pokażę Wam krok po kroku, co dzisiaj wykorzystałam. To mój sprawdzony zestaw pielęgnacji i delikatnego makijażu „no-makeup”
- Odświeżenie włosów: Zaczęłam od klasyki, czyli mycia. Dziś użyłam płukanki od Cameleo – idealna, by nadać włosom ładny ton i blask.
- Oczyszczanie: Twarz umyłam delikatnym żelem More 4 Care LAAB. Świetnie odświeża skórę i przygotowuje ją na kolejne kroki.
- Nawilżenie: Na czystą cerę nałożyłam serum od Bielendy, a zaraz po nim krem nawilżający tej samej marki.
- Ochrona: Nie zapominajmy o obowiązkowym punkcie programu, czyli kremie z filtrem SPF 50 od Bielendy. Pamiętajmy, by chronić skórę przez cały rok!
Delikatny makijaż i wykończenie
. Kiedy idę do lekarza, nie przesadzam z mocnymi podkładami czy cieniami. Wybieram subtelne akcenty, które podkreślają moją urodę. Efekt skóry muśniętej słońcem: Sięgnęłam po kultowy bronzer marki Alterra. Daje on bardzo naturalny, zdrowy kontur, bez przesady.
Na policzki nałożyłam róż Playful, który dodał mojej twarzy mnóstwo uroku i sprawił, że wyglądam na wypoczętą. : Na koniec nie mogło zabraknąć klasyka – antyperspirantu w sztyfcie Lady Speed Stick (u mnie zawsze niezawodny!) oraz odrobiny ulubionych perfum.
I gotowe! Wyglądam naturalnie, czuję się pewnie i komfortowo. A jak to jest u Was? Malujecie się na takie codzienne wizyty, czy stawiacie na całkowite sauté? Dajcie znać w komentarzach!
Komentarze
Prześlij komentarz