Przejdź do głównej zawartości

 Klonowanie kota i reklamy z certyfikatem. Czy sztuczna inteligencja nas wykończy, czy tylko rozbawi?

Słyszeliście newsa? Google ogłosiło, że od teraz wszystkie reklamy wygenerowane przez sztuczną inteligencję będą musiały mieć specjalną etykietę. Coś w stylu: „Uwaga! Ta idealna modelka z nienaturalnie białymi zębami i trzecim kciukiem u lewej ręki nie istnieje. Stworzył ją komputer”.
Z jednej strony – super, Unia Europejska i giganci technologiczni dbają o naszą psychikę i walczą z dezinformacją. Z drugiej – wchodzimy w erę, w której internet będzie musiał nas oficjalnie ostrzegać, że świat wokół nas bywa ściemą.
To idealny moment, żeby przyjrzeć się naszemu wielkiemu, globalnemu związkowi z AI. Bo umówmy się: nasz stosunek do sztucznej inteligencji to czysta definicja statusu „to skomplikowane”.
Kocham, ale się boję (czyli paradoks AI)
Badania pokazują, że ponad połowa z nas panicznie boi się sztucznej inteligencji. Wizja z filmu Terminator, w której roboty przejmują kontrolę nad światem, wciąż siedzi nam w głowach. Boimy się deepfake’ów, utraty pracy i tego, że algorytmy zaczną nami sterować.
Ale wiecie, co robimy pięć minut po przeczytaniu tych dramatycznych artykułów?
Odpalamy ChatGPT i piszemy:
  • „Zgłoś reklamację do spółdzielni mieszkaniowej o zalany sufit, ale napisz to tak, żeby wyszło bardzo inteligentnie, kulturalnie i żeby poszło im w pięty”.
  • Albo: „Ułóż menu na cały tydzień z tego, co mam w lodówce: połowy pomidora, światła i przeterminowanego jogurtu”.
I nagle AI okazuje się najlepszym przyjacielem człowieka. Kto by się przejmował buntem maszyn, skoro algorytm właśnie zaoszczędził nam trzech godzin kłótni z urzędnikiem?
Wyścig z komputerem, którego nie chcemy wygrać
Najbardziej bawi mnie to, do czego deweloperzy próbują używać sztucznej inteligencji, a do czego my – zwykli śmiertelnicy – naprawdę jej potrzebujemy.
Naukowcy chcą, żeby AI pisała wiersze, malowała obrazy i komponowała symfonie. Tymczasem my, ludzkość, krzyczymy: „Zostawcie poezję w spokoju! Niech AI zmywa naczynia, prasuje koszule, składa zeznania podatkowe i sprząta po psie! My chcemy mieć czas na pisanie wierszy i leżenie na kanapie!”.
Niestety, na razie roboty wolą pisać sonety, a my dalej stoimy przy zmywaku.
Co te nowe etykiety zmienią na moim blogu?
Dla mnie, jako blogera, ta nowa decyzja Google to właściwie świetna wiadomość. Dlaczego? Bo kiedy zobaczycie na boku mojej strony reklamę z napisem „Wygenerowane przez AI”, a potem przejdziecie do czytania mojego artykułu, będziecie mieć 100% pewności, że po tej stronie ekranu siedzi żywy człowiek.
Człowiek, który robi błędy, pije za dużo kawy, czasem miewa gorszy dzień i na pewno nie ma idealnie wyrenderowanych sześciu palców u dłoni. W świecie pełnym cyfrowych klonów, prawdziwy, ludzki głos staje się towarem luksusowym.
A jak to wygląda u Was?
Dajcie znać w komentarzach: Czy zdarzyło Wam się już użyć AI do czegoś absurdalnego? A może jesteście w teamie „odłączmy ten serwer od prądu, zanim będzie za późno”? Czekam na Wasze opinie (byle pisane przez ludzi, a nie przez boty!).

z pomocą sztucznej inteligencji, 
ale na Moich  warunkach!



Komentarze