Przestańcie decydować za nas – mamy swój głos
To, że poruszam się inaczej, mówię wolniej albo mam ograniczenia fizyczne, nie odcina mi mózgu. Niepełnosprawność to nie jest brak własnego zdania. Najbardziej boli mnie, gdy ludzie automatycznie próbują przejąć nad nami kontrolę, myśląc, że robią nam przysługę. Nie, nie robicie. Odbieracie nam podmiotowość.
Zwykła sytuacja z imprezy: ktoś podchodzi, chce mnie poczęstować piwem, drinkiem, pogadać. I nagle, zanim zdążę otworzyć usta, wyrasta nade mną „wujek dobra rada” albo nadgorliwy znajomy i rzuca: „Nie, nie, on/ona nie pije”.
Serio? Poczułam się wtedy jak mebel. Jak dziecko, za które rodzic decyduje w sklepie, czy dostanie lizaka.
Granica między wsparciem a kontrolą
Jasne, świat jest różnorodny. Są osoby z niepełnosprawnościami, które z racji swojego stanu zdrowia potrzebują opieki i kogoś, kto podejmie za nie trudne decyzje. Szanuję to. Ale wrzucanie nas wszystkich do jednego worka z napisem „nieporadni życiowo” jest krzywdzące.
My też:
- Mamy swoje smaki i zachcianki.
- Chcemy czasem zaszaleć albo powiedzieć „pas”.
- Mamy prawo popełniać własne błędy.
- Wiemy, co nam wolno, a czego nie.
Kiedy decydujesz za mnie, wysyłasz mi jasny komunikat: „Uważam, że jesteś gorszy i głupszy”. Nawet jeśli robisz to z troski, to ta troska nas dusi.
Czego naprawdę potrzebujemy?
Nie potrzebujemy niańczenia. Potrzebujemy przestrzeni. Jeśli chcesz być w porządku, zrób jedną, prostą rzecz: zapytaj mnie.
Chcesz mnie czymś poczęstować? Zapytaj mnie. Chcesz wiedzieć, czy dam radę wejść po schodach? Zapytaj mnie. Daj mi sekundę na odpowiedź. Mam swój głos, swoje zdanie i swoje życie. Pozwól mi z nich korzystać.
Komentarze
Prześlij komentarz