Przejdź do głównej zawartości

 Twoja babcia używa tego od 50 lat i ma skórę gładszą niż ty. Brzmi znajomo?

 Chodzi o ten kultowy, niebieski słoiczek, który od pokoleń mieszka w niemal każdej polskiej łazience. Często machamy na niego ręką, myśląc: „Ech, to tylko ciężki krem dla starszych pań”. Tymczasem prawda jest taka, że przy ekstremalnym przesuszeniu ten tani klasyk potrafi zrobić dla skóry więcej niż nowoczesne, lekkie emulsje z drogerii za stówę.

Sekret tkwi w jego prostym, wręcz pancernym składzie. Znajdziesz tu parafinę, wosk mikrokrystaliczny oraz alkohole lanolinowe. To potężne emolienty, które nie certolą się ze skórą – tworzą na niej solidną, tłustą barierę ochronną. Ta niewidzialna tarcza dosłownie blokuje ucieczkę wody z naskórka. Efekt? Szorstka skóra momentalnie staje się miękka, elastyczna i przestaje nieprzyjemnie piec czy ciągnąć. Do tego dochodzi gliceryna, która zasysa wilgoć do wnętrza skóry, oraz łagodzący dłonie i policzki panthenol.
Bądźmy szczupli: ten krem od nivea nie wyprasuje zmarszczek jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale uwaga – odwodniona, sucha skóra ma to do siebie, że każda nierówność i linia są na niej dwa razy bardziej widoczne. Kiedy porządnie ją natłuścisz i nawilżysz, automatycznie zyskuje wygląd gładkiej, wypoczętej i zdrowej.
Oczywiście, to nie jest kosmetyk dla każdego. Jest gęsty, potwornie tłusty i mocno perfumowany. Jeśli masz cerę trądzikową, tłustą albo z tendencją do natychmiastowego zapychania porów, nakładanie go na całą twarz to proszenie się o kłopoty. Ale jako ratunek na przesuszone policzki, spękane dłonie, szorstkie łokcie czy kolana? Sprawdza się genialnie. Starsze pokolenia naprawdę wiedziały, co robią, trzymając go pod ręką.
A jak to wygląda u Was? Ten niebieski klasyk to Wasz zimowy ratunek, czy omijacie go szerokim łukiem, bo jest dla Was zbyt ciężki?

Komentarze