Wracam do zeszytu. I do ciastek owsianych.
Poranek. Kawa paruje, a obok talerz z ciastkami owsianymi. Odkryłam ostatnio Primart - a w Biedronce znajdziecie je też jako petitDeli. Najlepsze do porannej kawy i pisania. Chrupiące, nie za słodkie, takie w sam raz. Choć kupuję je od niedawna, już stały się moim rytuałem. A obok? Zeszyt i długopis.
Rano pisałam Wam, że wracam do pisania ręcznego. I wiecie co? To była najlepsza decyzja od dawna.
Zmęczyło mnie to ciągłe tłumaczenie się, że moje wiersze to nie AI. Zmęczyło mnie drukowanie kartek na Poetyckie Parkowanie, szukanie plików, strach że telefon padnie.
Zeszyt nie pyta, czy to AI. Zeszyt po prostu jest. Przyjmie każde słowo, każde skreślenie, każdą łzę.
I jest tak praktycznie! Wrzucam go do torebki i mam całą moją poezję przy sobie. Bez drukarki, bez stresu. A ja, jak wiecie, przy występach i tak już wystarczająco się denerwuję. Teraz będzie choć trochę lżej.
Szkoda tylko, że... no wiecie. Fajnie było się z Wami tak po prostu dzielić poezją bez tego całego szumu. Ale nie poddaję się. Działamy dalej. Zeszyt, długopis, kawa i ciastka.

Komentarze
Prześlij komentarz