Przejdź do głównej zawartości

 3 lekcje z pracy, które zabrałam ze sobą do domu 

Jest godzina 14:30 zamykam laptopa, wychodzę z budynku i przez pierwsze 5 minut w głowie mam nadal tabelki, maile i to zdanie "jeszcze to skończymy jutro". Wsiadam do autobusu i patrzę na Jastrzębie. I dopiero wtedy do mnie dociera, że każdego dnia zabieram do domu coś więcej niż torbę z kanapkami.

Zabrałam trzy lekcje. Nie ma ich w podręcznikach. Dostałem je od ludzi, od gorszych dni i od tych dni, kiedy o 10 rano marzyłem już o kocyku i Netflixie. I co najciekawsze - bardziej przydają się w domu niż w samej pracy.

*1. Cierpliwość to mięsień. Trzeba go ćwiczyć*

W pracy nie ma opcji, żeby trzasnąć drzwiami. Uczysz się liczyć. Do 10. Czasem do 50. Uczysz się, że klient nie zawsze ma rację, ale zawsze trzeba mu odpowiedzieć spokojnie. Że system się zawiesi w najgorszym momencie. Że ktoś zada Ci to samo pytanie trzeci raz w tym tygodniu.

              Na początku mnie to gotowało. Teraz już nie. I ten mięsień zabieram do domu.

Kiedy woda na makaron wykipi. Kiedy internet zwalnia akurat w kulminacyjnym momencie serialu. Kiedy po prostu jestem zmęczony i wszystko mnie wkurza. Oddycham. Nie wybucham. Bo w pracy już setki razy przećwiczyłem ten scenariusz. Cierpliwość z pracy to najlepszy prezent dla mojego wieczoru.

*2. "Koniec na dziś" to pełnoprawne zdanie*

To była moja największa lekcja w tym roku.

Kiedyś wychodziłem z pracy, ale praca nie wychodziła ze mnie. Kolacja, a w głowie mail. Odcinek serialu, a w głowie lista zadań na jutro. Leżę w łóżku o 23:00 i myślę, czy na pewno wysłałem ten plik.

                    Zacząłem stawiać granicę. Fizyczną i mentalną.

Kiedy wychodzę, mówię sobie w głowie: "Koniec na dziś". Zamykam drzwi biura. Zamykam też zakładkę "praca" w głowie. Mój wieczór jest teraz mój. Na 100%. Bez wyrzutów sumienia, że czegoś nie zrobiłem. Bez sprawdzania telefonu co 10 minut. Jeśli nie dasz sobie prawa do odpoczynku, to praca zamieszka z Tobą na stałe. A ona nawet nie płaci czynszu.

*3. Małe wygrane są ważniejsze niż wielkie sukcesy*

W pracy nikt nie daje medalu za każdy mały task. Ale ja sam sobie go daję.

  • Wysłałam trudnego maila? +1.
  • Skończyłam raport przed czasem? +2 do humoru na cały dzień.
  • Pomogłam komuś z zespołu? Dzień uratowany.
                                   I zaczęłam to samo robić w domu.

  1. Ugotowałam normalną kolację zamiast parówek na szybko? Wygrana
  2. Wróciłam pieszo zamiast autobusem i przewietrzyłem głowę? Wygrana.
Po prostu doszłam do domu po ciężkim dniu i położyłam się na 10 minut w ciszy? Największa wygrana dnia. Przestałam czekać na awans, wielkie podróże czy idealny moment. Zaczęłam zbierać punkty każdego dnia. I wieczorem mam ich całkiem sporo.

Praca to nie całe moje życie. Ale przez 8 godzin dziennie kształtuje to, jak wygląda pozostałe 16. I cieszę się, że oprócz wypłaty zabieram z niej coś, co zostaje na dłużej. Spokój, granicę i umiejętność cieszenia się z kolacji na kanapie.

A Ty? Jaką jedną lekcję z pracy zabrałeś dziś do domu?




Komentarze