Przejdź do głównej zawartości

 Niecodzienne spotkanie słońca i księżyca

. Pamiętam, jak kiedyś miałam okazję je zobaczyć, i to wspomnienie wciąż jest żywe w mojej pamięci. Byłam wtedy w drodze między biblioteką a warsztatami.


To był jeden z tych dni, które na pierwszy rzut oka nie zapowiadały nic nadzwyczajnego. Lista zadań w ręku, telefon w dłoni, a myśli już gdzie indziej. Szłam znaną mi drogą, którą pokonywałam setki razy.

I nagle, bez żadnego powodu, zatrzymałam się.

Nie dlatego, że coś mnie powstrzymało, ale dlatego, że niebo przyciągnęło moją uwagę.

Po jednej stronie drogi - słońce. Ciepłe, jasne, dzienne, takie oczywiste. Po drugiej - księżyc. Blady, cichy, jakby nieśmiały, że pojawił się w środku dnia. Dwa ciała niebieskie, które według wszelkich zasad powinny się mijać. A jednak tego dnia postanowiły się spotkać. Nade mną. Właśnie w tej drodze między biblioteką a warsztatami.

Pamiętam, że uśmiechnęłam się do siebie. Ludzie mijali mnie, spiesząc się w swoje sprawy, a ja stałam na środku chodnika, zapatrzona w niebo, jak zaczarowana.

Bo tak właśnie działa magia. Nie przychodzi, gdy czekamy z aparatem w ręku. Pojawia się w zwykły dzień, pomiędzy jednym obowiązkiem a drugim. Pomiędzy biblioteką a warsztatami.

Od tamtej pory często spoglądam w niebo. I często opowiadam o tym spotkaniu na warsztatach. To najpiękniejsza metafora, jaką życie mi ofiarowało.

Że nawet to, co wydaje się niemożliwe do pogodzenia - dzień i noc, światło i cień, praca i marzenie - może na chwilę spotkać się w jednym miejscu. I że ta chwila potrafi pozostać w nas na długie lata
 
A Ty? Kiedy ostatnio miałeś chwilę, żeby zatrzymać się w drodze i podziwiać coś naprawdę pięknego?


Komentarze