Przejdź do głównej zawartości

2 kosmetyki z drogerii za grosze, które mnie totalnie zaskoczyły

 W mojej łazience zawsze panuje mały chaos z kosmetykami. Ostatnio jednak na półce zostały mi tylko dwa, które używam na co dzień. Jeden do twarzy, drugi do włosów. Oba z drogerii, oba kosztujące mniej niż 30 zł, i przyznam, że na początku miałam co do nich pewne wątpliwości.


1. Bielenda Skin Clinic - Serum Kwas Hialuronowy 10 kDa
To ten malutki z pipetką, który widzicie na zdjęciu. Kupiłam go, żeby nawilżyć moją suchą i wrażliwą cerę, zwłaszcza po lecie. Jest lekki jak woda, wchłania się błyskawicznie i nie roluje się pod makijażem. Na planie zdjęciowym to dla mnie absolutna podstawa. Zawiera 10kDa kwasu hialuronowego, co oznacza, że wnika głębiej w skórę, a nie tylko leży na jej powierzchni. Do tego dochodzą tripeptyd CU i ceramidy. Używam go rano i wieczorem pod krem. Moja skóra jest napięta, ale w dobrym sensie - nawilżona, a nie ściągnięta.

Jeśli masz suchą, odwodnioną cerę, która potrzebuje wsparcia - to będzie strzał w dziesiątkę.

2. L'Oreal Elseve Color Vive Purple Shampoo - Anti-Brassiness
Tu miałam największe obawy. Kiedyś używałam fioletowego szamponu, który zafarbował mi włosy na niebiesko-fioletowo, więc od tamtej pory trzymałam się od nich z daleka.

To NIE jest farba. To szampon, który ma za zadanie zneutralizować żółte i miedziane odcienie na włosach rozjaśnianych, z pasemkami, blond i siwych. Ma delikatny, fioletowy pigment, który skutecznie eliminuje żółć.

Dwa zupełnie różne produkty, ale jedno je łączy - działają i nie rujnują portfela




Komentarze