Cloud111 - czy ta pianka może być jak chmurka?
Mój pierwszy test i już wiem, że muszę mieć wszystkie produkty! Wczoraj wieczorem zrobiłam coś, czego nie robiłam od dawna. Test na żywo, bez żadnych filtrów, bez ściemy. I przepadła
Zdecydowałam się na oczyszczającą piankę do mycia twarzy Cloud111 (150 ml) - tę słynną, ultra-puszystą chmurkę. I wiecie co? Zrozumiałam cały ten hype.
Po pierwsze - wygląd i zapach. Ten pastelowy, cukierkowy kolor i zapach... po prostu nie da się go nie pokochać! Pachnie lekko, świeżo, tak dziewczęco. Już samo wyciśnięcie tej pianki to czysta przyjemność, taki mały rytuał dla siebie.
Po drugie - działanie. Formuła jest tak delikatna, że myślałam, że nie poradzi sobie z makijażem. A tu niespodzianka! Zmywa wszystko - makijaż, filtry SPF, kurz z całego dnia - a przy tym wcale nie ściąga skóry. Zero uczucia suchości.
Moja skóra po umyciu jest... gładka, miękka, ukojona i tak przyjemnie nawilżona. Jakby ktoś otulił ją chmurką. Serio. Wiem, że marka Cloud111 stawia na lekką pielęgnację młodej skóry, z ekstraktem z banana rano i arbuza wieczorem, ale powiem Wam - sprawdzi się u każdego, kto ceni delikatność i sensorykę w pielęgnacji.Ja już podjęłam decyzję. Muszę mieć je wszystkie! Na liście już jest ta ciągnąca się pasta MOCHI, żel arbuzowy i krem-pianka. Będę testować dalej.
Miałyście już coś z Cloud111? Dajcie znać, co polecacie jako kolejne!


Komentarze
Prześlij komentarz