Przejdź do głównej zawartości

 Fizyczny koszt wirtualnego postępu. Czy AI wypije nam wodę?

Kiedy rozmawiamy o przyszłości sztucznej inteligencji, często skupiamy się na kwestiach takich jak prawa autorskie, etyka, autonomia maszyn czy zmiany na rynku pracy. To wszystko fascynujące tematy, ale mogą nas odciągać od czegoś znacznie bardziej przyziemnego – od materii.

Sztuczna inteligencja nie funkcjonuje w próżni. Nie jest też ulotną chmurą. Jej serce bije w ogromnych, rozgrzanych do czerwoności centrach danych, które mają ogromne, bardzo fizyczne pragnienie.
W 2025 roku infrastruktura i biura Google zużyły około 41 miliardów litrów wody.

Aby lepiej zobrazować tę astronomiczną liczbę: to tyle, ile warszawskie wodociągi produkowałyby przez 113 dni bez przerwy. To niemal cztery miesiące pracy całej miejskiej sieci, tylko po to, by schłodzić procesory jednego technologicznego giganta. Miliardy litrów zużywane przez serwerownie stają się dziś źródłem realnych, globalnych konfliktów. Doskonałym przykładem jest Chile, gdzie lokalna społeczność, obawiając się o wyschnięcie wód gruntowych, wytoczyła Google proces sądowy. Mieszkańcy wygrali, a korporacja musiała całkowicie zmienić swoje plany i zaprojektować system oparty na chłodzeniu powietrzem.

Podobne napięcia rosną w Irlandii, Urugwaju, a także w Polsce. W obliczu postępujących zmian klimatycznych, powracających fal upałów i letnich susz, stajemy przed nowym dylematem moralnym i ekonomicznym. Jak pogodzić cyfrową transformację z ochroną podstawowych zasobów, gdy wody zaczyna brakować rolnictwu i mieszkańcom?

W najnowszym artykule z cyklu Kulisy AI schodzimy na ziemię.. Analizujemy przypadki z różnych stron świata i sprawdzamy, czy serwerownie mogą realnie zagrozić lokalnym ekosystemom oraz w jaki sposób inżynierowie próbują zapobiegać nadchodzącemu kryzysowi.

Obrazek jest graficzną interpretacją posta wygenerowaną przez AI

.

Komentarze