Różowy październik, który wcale nie był różowy
Dziś miał być piękny wieczór.
Różowy Październik, kino, moja przyjaciółka, różowe dekoracje, degustacje, pokaz taneczny z nagrodami dla nas - kobiet. Brzmiało jak idealny plan na babski, lekki wieczór. Miało być kobieco, radośnie i wspierająco. A wyszło... zupełnie inaczej. I to dla nas obu.
Zaczęło się już w holu kina. Nerwówka. Na ogłoszeniu była podana jedna godzina, ja przekazałam tę informację mojej przyjaciółce, a na miejscu okazało się, że film jest dopiero od 18:00. I stoisz, tłumaczysz się, przepraszasz kogoś, kto przyszedł dla Ciebie. Znasz to okropne uczucie, kiedy chcesz dobrze, a wychodzi niezręcznie?
Potem film. Ten, który miał być dla nas. Dla mnie i dla niej - nie był za bardzo. Bez emocji, bez poruszenia, bez tego czegoś, co zostaje po dobrym seansie. Ale najgorsze przyszło po kinie. Mojej przyjaciółce, która przyszła żeby spędzić ze mną czas i mnie uszczęśliwić, wlepili mandat.
I wtedy usiadłyśmy i ustaliłyśmy jedno: nie będziemy chodzić na coś takiego. To nie jest żal do organizatorów. Wiem, że chcieli dobrze. To bardziej refleksja. Jeśli wydarzenie, które ma być o kobietach, o wsparciu, o zdrowiu, o byciu razem - przynosi więcej stresu, poczucia winy i nerwów niż radości, to coś tu się nie zgadza.
Najbardziej zabolało mnie to, że ona chciała zrobić coś miłego dla mnie, a sama wróciła z poczuciem straty. I to nie o pieniądze chodzi. Różowy Październik powinien być czuły. Delikatny. Bez pośpiechu i bez nerwówki. Powinien nas przytulać, a nie dokładać nam zmartwień.
Następnym razem wybierzemy po prostu spacer. Zwykłą kawę i szczerą rozmowę. Bez różowych dekoracji, ale za to z prawdziwą bliskością. To chyba jest nam najbardziej potrzebne.
Przyjaciółka, która od 5 rano nic nie jadła, która chciała zrobić mi dobrze, wróciła głodna, zmęczona i z mandatem.A Wy? Miałyście kiedyś taki wieczór, który miał być piękny, a wyszła z niego tylko nerwówka?
Dajcie znać. Przytulam.

Komentarze
Prześlij komentarz