Malowanie się na miasto - po co? Bo trzeba jakoś wyglądać, ale bez przesady
Nie oszukujmy się. Wychodząc do miasta, do sklepu, na kawę, do urzędu - chcemy wyglądać dobrze. Ale nikt nie ma ochoty nakładać ciężkiej tapety o 8 rano.Mój patent na to to makijaż pielęgnacyjny. Czyli 70% to pielęgnacja, 30% to kolor.
KROK 1: Oczyszczanie i nawodnienie - podstawa
Na mojej komodzie zawsze stoi duża butelka płynu micelarnego z kwasami. To mój poranny reset. Potem wklepuję serum Bielenda Skin 72h z kwasem hialuronowym. Dlaczego je kocham? Bo nie lepi się, szybko się wchłania i robi taką naturalną, mokrą poświatę. Jak masz dobrze nawilżoną cerę, to połowa makijażu jest już zbędna.
KROK 2: Krem, który robi robotę
Ten słoiczek ze złotą nakrętką to mój krem na dzień. Lekki, ale otula. Nie roluje się pod korektorem. To ważne, bo ja korektora używam tylko punktowo - pod oczy i na drobne niedoskonałości.
KROK 3: Kolor, ale z umiarem
Korektor w beżowej tubce - rozświetla spojrzenie w 10 sekund.
Bronzer - odrobina na policzki i skronie, żeby nie wyglądać na niewyspaną.
Róż - dziewczęcy, świeży. Od razu odejmuje 5 lat.
Paleta cieni Natural Nude - beże, brązy, nic krzykliwego. Na co dzień wystarczy jeden cień na całą powiekę.
Kredka do brwi ze szczoteczką - przeczesać, delikatnie podkreślić i gotowe. Brwi robią całą twarz.
Makijaż to nie tylko kolor. To też zapach. U mnie na zmianę - White Lily N°26 na dzień, lekki, kwiatowy, czysty oraz ONLYOU Collection na wieczór, bardziej elegancki i trwały. Psiknięcie i czuję się gotowa.
Moja filozofia jest prosta: Mam wyglądać jak ja, tylko w wersji wyspanej i zadbanej. Bez filtra, bez tapety, bez udawania.Cała magia dzieje się przed tym moim małym, złotym lusterkiem, które stoi na drewnianej komodzie od lat.
A jakie są Twoje 3 must-have na szybkie wyjście na miasto? Daj znać w komentarzu!

Komentarze
Prześlij komentarz