Przejdź do głównej zawartości

 Uczymy się od siebie nawzajem. I to nie tylko w szkole.

O edukacji włączającej i klasach integracyjnych mówi się dużo. Ale zazwyczaj w takim tonie, że to "pomoc" dla osób z niepełnosprawnościami. A to nie jest pomoc. To wymiana. I to wymiana, w której zyskują wszyscy.

Czego osoby z niepełnosprawnościami uczą się od zdrowych rówieśników?

1. Wzorców zachowań i życia społecznego.

Jak zacząć rozmowę, jak zareagować na żart, jak zachować się w grupie. Tego nie da się nauczyć z książki. Tego uczymy się podglądając innych. Obserwowanie zdrowych rówieśników to naturalna szkoła komunikacji i codziennych nawyków.

2. Samodzielności.
W klasach powszechnych poprzeczka jest postawiona wyżej. I to jest dobre. Kiedy wszyscy pakują plecaki, idą na zajęcia, szykują się do wyjścia - pojawia się naturalna motywacja: "ja też chcę, ja też mogę". To mobilizuje do pracy nad własnymi ograniczeniami bardziej niż jakakolwiek terapia.

3. Realnego obrazu siebie.

Przebywanie w różnorodnym środowisku pozwala zrozumieć swoje możliwości i swoje miejsce. Nie na marginesie społeczeństwa, tylko w samym jego środku.

I to nie dzieje się tylko w szkole. Dzieje się w domu. Przy najzwyklejszym sprzątaniu, gotowaniu, składaniu prania. Kiedy widzisz, jak robi to osoba sprawna, dostajesz gotową instrukcję i motywację: "skoro ona tak robi, to ja też spróbuję, po swojemu".

Czego zdrowe dzieci uczą się od osób z niepełnosprawnościami?

I tu zaczyna się magia, której nie ma w żadnym podręczniku.

1. Empatii i tolerancji.

Kontakt z odmiennością oswaja. Dziecko, które codziennie jest w jednej ławce z kolegą z niepełnosprawnością, przestaje się bać "innego". Zamiast gapienia się jest naturalne: "pomogę Ci?", "poczekam". Lęk przed nieznanym znika.

2. Odpowiedzialności.

Wspólne działania w takiej klasie budują poczucie troski o kolegów i współodpowiedzialności za grupę. To lekcja, że drużyna jest tak silna, jak jej najsłabsze ogniwo i że lider to nie ten najszybszy, ale ten, który zadba, by nikt nie został z tyłu.

3. Doceniania małych sukcesów.
Obserwowanie zmagań i postępów rówieśników z orzeczeniami totalnie zmienia perspektywę. Kiedy widzisz, ile pracy kosztuje kogoś napisanie jednej strony czy zawiązanie buta, twoje "nie chce mi się" i "dostałem 4 zamiast 5" nagle traci na znaczeniu. Uczysz się, że sukces to nie zawsze wielki puchar.

Ten tekst nie wziął się z książki. Wziął się z dzisiaj. Kiedy moja bratowa z bratanicą pomogły mi ogarnąć całe mieszkanie - 3 pokoje, kuchnię, łazienkę i przedpokój. Dom lśni. Ale to nie było tylko sprzątanie. To była właśnie ta nasza edukacja włączająca w praktyce.

One uczą mnie sprawności i pokazują sposoby. Ja je - mam nadzieję - uczę wrażliwości i tego, że razem można więcej. I na tym to polega. Potrzebujemy siebie nawzajem.



Komentarze