Słowa mają niesamowitą moc. Niektóre potrafią nas unieść, inne zaś – niczym ciężki kamień – ciągną w dół. Niedawno usłyszałam zdanie, które na chwilę zatrzymało mój świat: „Jesteś ograniczona”.
Boli? Oczywiście, że boli. Pierwsza reakcja to prawdziwy chaos w głowie: Czy oni mają rację? Może rzeczywiście czegoś mi brakuje? Może powinnam stawiać sobie niższe cele? Kiedy jednak emocje opadły, przyszła chwila na chłodną refleksję. I to właśnie tą refleksją chcę się dziś z Wami podzielić. Bo brutalna prawda jest taka, że to nie my jesteśmy ograniczeni. To nasze otoczenie próbuje nas wcisnąć w ramki, które dla nas stworzyli..
Najtrudniej jest, gdy te słowa wypowiadają najbliżsi – rodzice, rodzina, długoletni przyjaciele. To ci, którzy powinni nas wspierać i dodawać nam skrzydeł. Dlaczego więc nas ograniczają? Co sprawia, że tak się dzieje? Zrozumienie tego to pierwszy krok do prawdziwej wolności. Często otoczenie narzuca nam swoje filtry, wynikające z ich własnych doświadczeń i... lęków.
Kiedy ktoś mówi, że jesteś ograniczona, tak naprawdę nie mówi o Tobie, lecz o granicach swoich własnych możliwości.
Jeśli ktoś spędził całe życie w zamkniętym pokoju, trudno mu będzie uwierzyć, gdy opowiesz mu o bezkresie oceanu. Dla niego świat kończy się na ścianie. Gdy próbujesz się rozwijać, uczyć nowych rzeczy, zmieniać pracę czy głośno mówić o swoich ambicjach, burzysz ich bezpieczny porządek. Zamiast przyznać się do braku odwagi, łatwiej jest nazwać Cię „ograniczoną” lub „nienormalną”. Nazywanie kogoś ograniczonym to często sposób obrony ludzi, którzy utknęli w miejscu.

Wszystkie negatywne komentarze, jakie wychodzą od ludzi, mają źródło w ich własnych kompleksach.
OdpowiedzUsuńTo stwierdzenie dotyka bardzo ważnej prawdy psychologicznej, ale nie wyjaśnia wszystkich ludzkich zachowań. Choć własne kompleksy i frustracje są najczęstszym paliwem dla hejtu i złośliwości, ludzkie motywacje bywają bardziej złożone.
UsuńMyślę, że problem zaczyna się wtedy, gdy cudzą opinię traktujemy jak definicję samych siebie. Ktoś mówi „jesteś ograniczona”, a my zaczynamy się zastanawiać, czy rzeczywiście tacy jesteśmy. A przecież to tylko czyjaś ocena, przepuszczona przez jego własne doświadczenia, przekonania i lęki. Ale poszłabym jeszcze krok dalej. Nie każda krytyka jest projekcją cudzych ograniczeń. Czasem ktoś dostrzega w nas coś, czego sami nie chcemy zobaczyć. I tu właśnie zaczyna się ciekawa praca nad sobą. Nie chodzi przecież o to, żeby odrzucać wszystko, co niewygodne, ale żeby umieć przyjrzeć się temu bez potrzeby natychmiastowej obrony własnego ego. Bo może prawdziwa wolność polega właśnie na tym, że ani pochwały, ani krytyka nie decydują o tym, kim jesteśmy?
OdpowiedzUsuńTo bardzo trafne i głębokie spojrzenie na mechanizm reakcji na opinie innych. Zgadzam się – kluczem nie jest ani bezkrytyczne przyjmowanie każdej uwagi, ani jej automatyczne odrzucanie w obawie przed naruszeniem własnego wizerunku.
UsuńSłowa mają wielką moc i dlatego uważam, że warto zastanowić się nawet trzy razy, zanim się czasem coś powie. Myśleć możemy różne rzeczy, ale nie każda z tych myśli powinna zostać wypuszczona w świat w formie słów
OdpowiedzUsuńMasz rację bo to zostanie za długo
Usuń