Słyszałam wczoraj w radiu, że najzdrowsza herbata to lekka i nie za gorąca.
I od razu pomyślałam o mojej ulubionej LIPTON Przez lata robiłam błąd - zalewałam torebkę wrzątkiem i trzymałam 10 minut, aż była gorzka i ciemna. I piłam od razu, parząc sobie język. A to podobno najgorsze co można zrobić.
Okazuje się, że taka bardzo gorąca herbata, powyżej 65 stopni, może podrażniać przełyk. A bardzo mocna ma za dużo garbników i rozbudza zamiast uspokajać.
Teraz robię tak:
- Wodę po zagotowaniu odstawiam na 3 minuty, żeby nie była wrzątkiem
- Parzę tylko 2-3 minuty, nie 10
- Wyjmuję torebkę, czekam aż przestanie parzyć i dopiero wtedy dodaję cytrynę i łyżeczkę miodu
A Wy jak pijecie? Mocną i gorącą od razu, czy też czekacie aż trochę przestygnie?
Trzymajcie się ciepło!

Sprawdzę Twój nowy sposób parzenia, na szczęście ja nie lubię bardzo gorących napojów i bardzo mocnej herbaty, ale lubię pić ją z mlekiem :-)
OdpowiedzUsuńParzenie i picie herbaty potrafi być bardzo absorbującym procesem, coś w nim jest relaksującego i wyciszającego.
OdpowiedzUsuńCzasem małe zmiany w codziennych nawykach potrafią naprawdę poprawić przyjemność z jej picia. Najważniejsze, żeby znaleźć chwilę dla siebie i delektować się każdą filiżanką.
OdpowiedzUsuń