Czy uczciwość jeszcze „się opłaca”? O moich małych powrotach do lady
Są takie dni, kiedy wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Słońce od rana zagląda w okna, kawa smakuje lepiej, a lista zadań jakoś szybciej znika. Właśnie w taki dzień, korzystając z pięknej pogody, ruszyłam na miasto. Tata poprosił mnie o załatwienie jednej sprawy, a że sklepowe wystawy kusiły nowościami, stwierdziłam: „Czemu nie? Przy okazji zerknę na coś dla siebie”.
Szybka akcja: wpadła mi w oko śliczna, lekka bluzeczka i zestaw nowych gumek do włosów (te przecież zawsze giną w niewyjaśnionych okolicznościach, prawda?). Zapłaciłam, wyszłam ze sklepu i... nagle poczułam ten dziwny skurcz w żołądku. Zerkam do torby, sprawdzam paragon. Bluzka jest. Ale gumki? No właśnie. Gumki leżały na samym dnie, a na rachunku ani śladu ich ceny. Pani przy kasie po prostu je przeoczyła, a ja w pośpiechu tego nie wyłapałam.
Gdy wyszłam ze sklepu - zauważyłam niezapłacone gumki. Zrobiłam w tył zwrot i pobiegłam z powrotem do kasy. Widok zdziwionej, a potem szczerze uśmiechniętej ekspedientki – bezcenny. Usłyszałam proste „dziękuję”, które znaczyło więcej niż te parę złotych. To zresztą nie pierwszy raz.
Nie tak dawno miałam identyczną sytuację z bielizną. Historia zatoczyła koło, Ktoś mógłby powiedzieć: „Głupia, miałaś za darmo!”. Ale ja wierzę, że uczciwość to nie jest kwestia kwoty na paragonie, tylko tego, jak się czujemy, patrząc rano w lustro. Te kilka złotych oszczędności nie jest warte utraty wewnętrznego spokoju.
Dobra energia wraca, a ja wróciłam do domu z uśmiechem, czystym sumieniem i... nowymi gumkami, które teraz cieszą podwójnie. Warto być fair. Tak po prostu, dla samego siebie.
A jak ty byś postąpił/a
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz