Najtrudniejsza walka to ta z najbliższymi
Mówi się, że rodzina i przyjaciele to nasza bezpieczna przystań. Ludzie, którzy pierwsi klaszczą, gdy nam wychodzi, i pierwsi podają rękę, gdy zaliczamy glebę. Ale rzeczywistość bywa inna i – nie oszukujmy się – czasem po prostu boli. To smutne, że najczęściej podcinają nam skrzydła ci, którzy powinni uczyć nas latać. Zamiast obiecanej dłoni, dostajemy wątpliwości i chłód. Słyszymy: „daj sobie spokój”, „to nie dla ciebie”, „po co ci to?”. I nagle okazuje się, że najtrudniejszą walkę o własne marzenia musimy stoczyć właśnie z tymi, których kochamy najbardziej.Dlaczego to tak bardzo „dołuje”?
Bo brak wiary ze strony bliskich boli najbardziej dotkliwie. Kiedy hejtuje Cię obca osoba w Internecie, możesz wzruszyć ramionami. Ale kiedy Twoje marzenie gasi ktoś, kto zna Cię od dziecka, zaczynasz wierzyć, że on ma rację. Że może faktycznie się nie nadajesz.
Co z tym zrobić?
Nie mam złotej rady, ale wiem jedno: nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie. Jeśli czujesz, że coś jest Twoją drogą, idź nią – nawet jeśli na początku będziesz musiał iść sam. Czasami bliscy potrzebują zobaczyć Twój sukces, żeby w ogóle w niego uwierzyć. Ich strach nie musi być Twoim ograniczeniem.
Otaczaj się tymi, którzy dodają energii. A tym, którzy ją zabierają – nawet jeśli to rodzina – postaw wyraźną granicę. Masz prawo latać, nawet jeśli oni wolą twardo stać na ziemi.
„A Wy? Czuliście kiedyś, że to właśnie najbliżsi najbardziej hamują Wasz rozwój? Jak sobie z tym poradziliście?”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz