Kiedy brak kontaktu staje się jedynym ratunkiem przed wieczną wojną
Czy znasz ten schemat? Dzwonisz albo odpisujesz na wiadomość z najlepszymi intencjami lub np w pracy Chcesz, żeby było dobrze. Ale po kilku zdaniach atmosfera gęstnieje, a rozmowa zamienia się w pole bitwy. I tak jest za każdym razem. W pewnym momencie trzeba przestać wierzyć, że 'tym razem będzie inaczej'. Niektóre relacje wchodzą w tak toksyczne tory, że każda wymiana zdań przynosi tylko ból i złość. Ucięcie kontaktu w takiej sytuacji to nie egoizm ani nienawiść. To instynkt samozachowawczy. Czasem jedynym sposobem, by okazać szacunek sobie – a nawet drugiej stronie – jest wycofanie się. Nie da się zbudować mostu, gdy ktoś z drugiej strony rzuca w Ciebie kamieniami.Wielu ludzi myli brak kontaktu z dojrzałością z tzw. 'cichymi dniami' czy karaniem milczeniem. To jednak dwie zupełnie różne sprawy. Karanie milczeniem to forma manipulacji, mająca na celu wymuszenie zmiany zachowania. Z kolei świadome ograniczenie kontaktu z kimś, z kim każda rozmowa kończy się kłótnią, to wyznaczenie granicy. Nie robisz tego, aby ich ukarać. Robisz to, aby chronić siebie.
Najgorsze w ciągłych kłótniach jest to, że zawsze masz nadzieję. Ta złudna myśl przed każdą rozmową: 'Dzisiaj porozmawiamy normalnie'. A potem wystarczy jedno słowo i znów stoisz w samym środku pożaru. Jeśli kontakt z kimś wymaga od Ciebie ciągłego zakładania kamizelki kuloodpornej, to nie jest relacja. To raczej poligon. Czasami odcięcie pępowiny pełnej pretensji to jedyny sposób, by w końcu zacząć oddychać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz